czwartek, 30 grudnia 2010

brakuje tylko daim

wszystko idealnie, aż nie mogę zasnąć. Czuję pobudzenie i ekscytację. Na samą myśl rozpływam się. Postępy? poza spieprzeniem sukienki, którą muszę naprawić, posprzątaniem lodówki po świątecznym obżarstwie i wytyczeniu sobie jak co roku, jak na razie kilku postanowień(jak na razie) można by tworzyć metrowe listy zapełnione drobnym maczkiem, nic spektakularnego nie zrobiłam. Mogłabym do tego dołączyć listę marzeń na której nie widnieje nic prócz chęci braku Borderline'owego gówna. Tak tylko to, może to dlatego, że ktoś mi wypruł trzewia i stałam się bezuczuciową wredną suką, albo raczej emocjonalnie zrujnowaną dziewięciolatką. Także balansuje sobie pomiędzy kilkuminutowym dobrym nastrojem, a stanem wiecznego przygnębienia (można zauważyć, że ekscytacja dawno minęła) i tak naprawdę poplątałam puenty. Bo jedyne co można z tego wywnioskować to to, że chyba lepiej nie wnioskować wcale.

wtorek, 28 grudnia 2010


wzięłam się za sukienkę i parę innych rzeczy. Aksamit zachodzi mi już za skórę, kawałeczek przetniesz i wszędzie go pełno. Ale będzie idealnia, nie żadna długa jak stara blerwa, chociaż kiecką do kostek od burberry z nowej kolekcji bym nie pogardziła. Do tego dochodzi kok w stylu modelek SR i wszystko ładnie się komponuję, tzn dopiero będzie. Przez święta aż do teraz umieram z bólu rosnącej ósemki, może chociaż będę mądrzejsza. Poza tym dostałam największe cudo na świecie, nawet o takim nie marzyłam teraz mogę do woli bawić się w projektanta. Jest bardzo, bardzo dobrze.

sobota, 18 grudnia 2010


u mnie już świątecznie. chcę już wigilię, drugie święto(tak rodzinnie z Jakubem) i sylwestra na białej sali.
Jak widać Elmund się trochę speszył. Ten kto wymyślił odkulowacz powinien dostać nobla.

wtorek, 7 grudnia 2010

Czuję się pogmatwanie. Robię niestosowne rzeczy, a zaufania nie ma u mnie w słowniku. zazdroszczę wszystkim poprzednim poprzednim, nie doceniając, że kiedyś ja będę poprzednią albo teraźniejszą ever. także kumuluję to w sobie, a wszystko wychodzi po alkoholu, dlatego od dzisiaj nie piję. I lubię się zrównywać z podłogą kiedy na was wszystkie patrzę.


jedno z tych miłych popołudni, którego jutro będę żałować.

niedziela, 5 grudnia 2010

blue ridge mountains




Czasami myślę, że jesteś jedyną wartościową osobą i godną aby tym mianem Cię określać.




piątek, 3 grudnia 2010

jednak wybrałam naturalne ciepło, a nie to wspomagane alkoholem. z wyboru, nie wyboru siedzę w domu, jest ciepło.
w ciągu dzisiejszego dnia nastrój zmienił mi się milion razy(w przenośni), od przygnębienia, chęci rzucenia się do stawku(ale było zimno) do euforii - nie wyolbrzymiając do dość przyzwoitego nastroju, że nawet zdarzyło mi się pomyśleć przez chwilę, że jest fajnie. Przechodząc do meritum, chciałam powiedzieć, że patrze i nie widzę nawet w okularach, z tejże oto przyczyny dopiero dzisiaj kupiłam adwentowy kalendarz (z princeskami), bo co to za święta bez kalendarza i w ten sposób pozbawiłam siebie corocznej ekscytacji pierwszego grudnia.
także jestem wypompowana do granic możliwości, nic mi się nie chcę i chcieć nie będzie.

środa, 1 grudnia 2010

Zima daje mi się we znaki, pękająca skóra, kilogramowe wory pod oczami, poza tym cały czas zimno. zamarzam od pierwszej sekundy kontaktu ze środowiskiem zewnętrznym. Ostatnio moim marzeniem numer jeden jest ciepło, grzanie się pod kołdrą z kubłem cynamonowej herbaty. Może spełnię je w weekend, bo jakby nie patrząc alkohol też rozgrzewa.
generalnie to czuje się jak na koniec świata, weltschmerz 24/dobę nawet gdy śpię, a śpię długo.
Przydałoby się wybrać do jakiegoś Gdańska po materiał na sukienkę, ale przecież tak zimno.
pozostało mi jedynie zaplanować sylwestra Titanic, martini, sztuczne ognie, sushi, ciepła kołdra i Ty.

tak przy okazji bardzo zastanawia mnie fakt ile jeszcze można mieć weltschmerz, bo trochę to już trwa, a właściwie od czasu poznania znaczenia tego słowa.