czwartek, 18 sierpnia 2011

Już prawie meta, zaledwie 11 dni i odzyskuję swoje życie. Empatia ulotniła się z powietrzem, ludzie mi ją zabrali. Kilka dni temu uległam szaleństwu i wzięłam mieszkanie w ciemno. Nie sądziłam, że kiedykolwiek odważę się na coś takiego. Nie było czasu, a ja lubię niespodzianki oby tylko były miłe.
Moje wolne popołudnie przeznaczam na poszukiwanie dobrej, i niedrogiej maszyny. Przyda mi się takie cacko.
Żeby tylko się nie okazało, że będę zdychać z samotności, bo pety znowu staną się jedynym przyjacielem. Trochę się boję, trochę mi szkoda jednak jest w tym wszystkim jakaś nutka ekscytacji.
Za chwilę Praga. To już dwa lata i jeden dzień.