
Ze względu na to, że mój luby zdecydował się na odrobinę porywczości. Jest w stanie rzucić wszystko (pomijając papierosy) i udać się zemną nawet na koniec świata, a właściwie to do Krakowa w każdej wolnej chwili wertuję kawalerki, których ceny sięgają zenitu. Dlatego jutro gramy w lotka, a właściwie to shop(szczęściarz). Także, nie teraz mi w głowie matura, tylko nowe garnki i odkurzacze. Jestem do tego stopnia zadłużona w byłej stolicy, że podczas translacji i transkrypcji pakowałam się w myślach. I tak bym mogła już siedzieć na walizkach i czekać.